Jak znowu być przegranym

Co roku zaczynasz z pełnym entuzjazmem. Masz marzenie, cel, motywację i determinację. 30 dni później, nie masz już nic. A zatem co dzieje się między dniem pierwszym i ostatnim? Dlaczego jesteś w stanie z uśmiechem na ustach pogrzebać swoje marzenia w ciągu 30 dni i czuć się z tym całkiem dobrze?
Sprawa zaczyna się mniej więcej tak. Zbliża się koniec roku. Niedługo Sylwester. Od paru dni myślisz sobie: „od nowego roku przestaję palić”. Sylwester mija, a Ty oznajmiasz osobom w swoim otoczeniu, że koniec z fajkami. Przez pół dnia jest zupełnie luźno-przecież jesteś silnie zmotywowany. Dasz radę, przecież to Ty zawsze rządziłeś tym nałogiem. A właściwie to nawet nie był żaden nałóg. Paliłeś bardziej dla zabawy niż z jakiegoś innego powodu. Zawsze uważałeś, że to taki rodzaj społecznej przepustki do grona dorosłych albo jakaś zabawa z czasów liceum. Po prostu pozostałość. Teraz postanowiłeś pozbyć się tego ogonka i dlatego od rana nie palisz. Około 23 poczułeś, że nie będzie aż tak łatwo, ale przecież nie będzie też wcale trudno. Zasnąłeś. Jest ranek, może kawa i papieros???
Nie, nie ma już papierosa. Zjadasz więc marchewkę. Ma Ci zastąpić papierosa. Marchewka jest dosyć smaczna, też wkłada się ją do buzi a do tego jest jeszcze zdrowa. Przyda się za te wszystkie papierosy palone latami. Biegniesz do pracy. W robocie właśnie pół biura zjada śniadanie i rozmawia o mozolnie zbliżającym się weekendzie. O, kilka osób idzie na papierosa. Ale Ty nie możesz iść z nimi, przecież już nie palisz. Nie wolno Ci. Na własne życzenie wykluczyłeś się z klubu palacza. Ale co tam. Przecież masz marchewki. W pracy kilka razy obejrzałeś film o sportach ekstremalnych na youtube. Teraz też będziesz mógł tak fikać, bo przecież już nie palisz. Trochę smutno, że chłopaki chodzą sobie na petka, a Ty gnijesz przed swoim ekranem, ale na szczęście masz jeszcze kilka marchewek. Praca na dzisiaj skończona. Wracasz autem do domu a tu niestety korek. Kurde, już 20 min dłużej wracasz na chatę. Zapaliło by się. O fuck nie masz już marchewek…
No dobra, jesteś kłębkiem nerwów, ale dotarłeś wreszcie do domu. Około 20 wpadnie dwóch kumpli obejrzeć film i wypić piwko. Wpadli przed 21. Już samo czekanie na nich było walką z chęcią zapalenia, ale nadal jesteś zmotywowany, więc po prostu obejrzałeś wiadomości. Przyszli trochę spóźnieni, bo w monopolowym nie było waszych ulubionych marlborasków i skoczyli na stację. Przekazali Ci tę informację, bo tak jakby zapomnieli, że Ty nie palisz. Stoją sobie w przerwie filmu u Ciebie na balkonie i ćmorają petka, a Ty jak ostatni głąb siedzisz na kanapie i gorliwie na nich czekasz, wmawiając sobie, że nie chce Ci się jarać. Poszli wreszcie.
W podobnym tonie dotrwałeś do piątkowego wieczoru zajadając swoje marchewki. W pracy trochę sobie z Ciebie stroili żarty, że niby jakiś królik jesteś, ale co tam, najważniejsze, że nie palisz. Wieczorkiem imprezka w pubie. Siedzisz z koleżkami przy piwku pogrywając w bilard. Jest miło. Znikąd pojawia się pomysł, żeby napić się wódeczki. Po trzeciej kolejce, jeszcze przed północą zaczynasz myśleć, że w sumie jeden papieros to przecież nic takiego, w końcu nie paliłeś przez 5 dni. Jeszcze nie wiesz, że do rana wypalisz prawie pół paczki a przed przyszłą środą znowu będziesz palił. Byłeś bohaterem przez 5 dni, później byłeś prawie bohaterem jeszcze przez 3 dni. Możesz sobie pogratulować. Właśnie po raz kolejny przegrałeś.
Brzmi znajomo ? Nie ważne, czy chodzi o palenie, picie, trenowanie, naukę gry na gitarze czy pilnowanie diety-zazwyczaj kończy się szybko i boleśnie. Żeby wylizać sobie ranę, stosujemy każdy znany nam mechanizm obronny. Zaprzeczamy, racjonalizujemy, kłamiemy lub usprawiedliwiamy.
Jeśli zdarzyło Ci się kiedykolwiek nie zrealizować zamierzeń, to zapraszam Cię do przeczytania drugiej części tego posta.
Jaki jest sens ćwiczeń?

Czy można przeżyć życie nie ćwicząc? Czy można być zdrowym i żyć długo nie trenując ? Przecież o związku zdrowia, długości życia i treningu mówią wszyscy badacze długowieczności. Zatem jaka jest poprawna odpowiedź na te dwa pytania?
Dla ludzi trenujących odpowiedź jest jedna, nie ! Dla ludzi, którzy nie trenują, ale chcą uchodzić za osoby ze sportem związane, odpowiedź również będzie przecząca. Jednakże, aby być szczerym ze sobą i ze światem, warto powiedzieć, że na oba pytania, możliwa jest odpowiedź twierdząca. Można przeżyć życie nie ćwicząc i można przy tym być zdrowym oraz długowiecznym. Nauka nie znalazła jeszcze jednoznacznych dowodów na to , że się nie da.
Doświadczenie pokazało mi z małej odległości, że można nie ćwiczyć i długo cieszyć się dobrym zdrowiem. Zobaczyłem to oglądając z bliska, życie mojego społecznego dziadka. Piszę społecznego, bo nie był moim biologicznym dziadkiem, gdyby ktoś pytał. Mój dziadek Jurek przeżył 93 lata. Odkąd pamiętam pracował niedużo. Od zawsze, moja babcia narzekała, że Jerzy jest mało pomocny i najchętniej nie robiłby niczego. Pracował w czasach komunizmu, więc korporacyjnej presji nie zaznał. Po powrocie do domu lubił się napić i zapalić, a z zainteresowań to miał ryby. A jak każdy wie, wędkowanie jest szczytem bezczynności. Chyba nawet oglądanie telewizji jest bardziej energochłonne.
Dziadek był szczupły i miał drobną budowę ciała. Odkąd pamiętam, jedynym wysiłkiem w jego życiu była trzy kilometrowa podróż rowerem nad staw i powrót po kilku godzinach. Jechał tempem powolnym, bardziej sunął niż pedałował. Życie toczyło się niespiesznie. Podróżował na swoim rowerze od kwietnia do października. Niemal codziennie. Spokojnym rytmem. Przez resztę roku siedział we własnym pokoju i czytał czasopisma wędkarskie. Naprawiał wędki i planował jak i gdzie będzie łowił w następnym sezonie. Gdy Jurek miał osiemdziesiąt siedem lat, biologiczne córki namówiły go, aby zaprzestał wędkowania. Jerzy sprzedał za bezcen swój rower. Rozdał wędki znajomym. A potem zaczął zasypiać.
Siedział przed telewizorem i tępo się w niego patrzył. Z każdym rokiem stawał się coraz bardziej otępiały. W jego ciele następowała powolna implozja. Jurek chudł i zapadał się w sobie. Jeszcze parę lat wcześniej potrafił z nudów pójść dwa lub trzy razy dziennie do sklepu, zejść i wejść na drugie piętro. Teraz wychodził na dwór co kilka tygodni, bo schody zaczęły mu grozić. Niedługo potem zmarł. Umarł przez powolne usychanie. Nie ćwiczył. Żył długo, niemal w pełnym zdrowiu.
A teraz ponownie zadajmy pytania o trening, zdrowie i długowieczność. Jaki jest sens ćwiczeń ? Po co ćwiczyć, jeśli bez ćwiczeń można pociągnąć całkiem długo? Wróć myślami do Jurka. Gdy przestał jeździć na ryby, zaczął usychać. Systematycznie obumierał. Dzień za dniem w letargu. Oczywiście sceptycy powiedzą, że tak jest z każdym starszym człowiekiem. Być może. Ale dopóki dziadek jeździł było naprawdę nieźle. Był w formie, jeśli porównać go do innych osiemdziesięciolatków. Gdy przestał, stał się taki sam jak pozostali. Powolny, słaby, zależny.
Oczywiście ta historia opowiedziana jest dla Ciebie, czytelniku. Możesz być nieaktywnym kanapowcem i żyć całkiem długo bez chorób. Możesz robić tak, jak większość ludzi w kulturach zachodu. Siedzieć i czekać. Na wieczorny odcinek swojego ulubionego serialu, na imprezkę w sobotni wieczór lub wakacje nad morzem mimo, że jest luty. Możesz czekać całe swoje życie. Tylko na co ?
Możesz jednak wstać. Ruszyć się choćby w minimalnym wymiarze. Jutro też. A później pojutrze. Każdego dnia trochę mocniej. Trochę więcej lub lepiej. Zrób to już dzisiaj. Teraz. Nie próbuj analizować wyników badań, które jasno wskazują, że jak będziesz ćwiczył i trzymał dietę to …….. Rób to, aby żyć lepiej, żyć pełniej, żyć sprawniej. Żeby mieć więcej mocy. Abyś mógł biegać, skakać, wspinać się i turlać. Trenuj po to, aby nic Cię nie ograniczało. Ćwicz, żeby być w pełni sobą a nie jakąś namiastką siebie.
Trener personalny i jego sześciopak

Jakiś czas temu przeczytałem wypowiedź pewnego Pana, który opowiadał jak szukał trenera dla siebie. Opowiadał, że chodził po siłowniach i kazał trenerom pokazywać się bez koszulki. Ten trener personalny, który miał najbardziej wyrzeźbiony brzuch został przez niego wybrany.
Jak myślisz sposób był dobry ? Czy trener powinien być ładny, wymuskany, wyrzeźbiony i opalony? Hmmmm…. Odnoszę wrażenie, że niekoniecznie. Z trenerem jest trochę jak z szewcem z przysłowia. Czasu na własny trening ma nie za dużo.
Czasami nawet powinno się unikać wspaniale zbudowanego trenera. Wynika to stąd, że perfekcyjny wygląd nie bierze się znikąd. Najczęściej wymaga wielu wyrzeczeń. Na pewno jednak wymaga dużej koncentracji na sobie, a przecież nie o to Ci chodzi aby Twój trener był przede wszystkim skoncentrowany na sobie. Ma być skupiony na Tobie.
Jakiś czas temu miałem okazję oglądać dwóch kulturystów młodego pokolenia, którzy robią naprawdę kolosalną karierę w swoim sporcie i pracują jako trenerzy osobiści. Byli słabymi trenerami. Sporo czasu podglądali samych siebie w lustrze podczas pracy z klientem, a jeden z nich cały czas wyżerał coś z plastikowego pudła. Technika ćwiczeń też nie była najlepsza-przecież jeśli się dodaje sterydy do treningu to i tak idzie do przodu-nieważne czy ćwiczy się dobrze czy tylko średnio.
Dlaczego popełniamy błąd polegający na wyborze trenera, który przede wszystkim charakteryzuje się dobrym wyglądem i wydaje nam się że podąża za tym dobry warsztat trenerski ?
Są przynajmniej trzy powody.
Pierwszy z nich polega na obecnej popkulturze, w której sensem istnienia jest SUKCES . Oczywiście najlepiej jeśli sukces jest totalny. Jeśli ktoś jest piękny, to na pewno jest też mądry. Jeśli jest mądry to jest też bogaty, szczęśliwy, wspaniałomyślny i ogólnie naj, naj i naj. Więc jeśli widzi się uśmiechniętego i muskularnego trenera, to łatwo ulec poczuciu, że właśnie ta osoba będzie „odmieniaczem naszego jestestwa”. Szczególnie jeśli osoba poszukująca trenera chce wyglądać lepiej, czyli jej samoakceptacja jest obniżona.
Drugi powód związany jest z ewolucją gatunku ludzkiego. Natura, w toku naszej ewolucji premiowała dobry wygląd jako oznakę zdrowia. Muskularny koń, to koń który dobrze biega. Piękny owoc dobrze smakuje. Naturalnie wybieramy to co już na pierwszy rzut oka jest ładne. Zapewne dlatego mamy tyle konkursów piękności i tak niewiele konkursów brzydoty. Ładny trener, to dobry trener, taka jest skrótowa logika.
Trzeci argument, który myląco przemawia za ładnym i muskularnym trenerem, to uproszczone myślenie: jeśli doprowadził siebie do takiego wyglądu, to mnie również ukształtuje na swój obraz i podobieństwo. Niestety takie umiejętności ma tylko biblijny Bóg. Byłoby cudownie, gdyby zależność była aż tak prosta i pozwalała przelać atrakcyjny wygląd z trenera na trenującego. Rzeczywistość jest bardziej bolesna. Trener personalny jest tylko tak skuteczny na ile pozwoli mu jego klient. Nie ma dróg na skróty. Nie można wypracować formy za kogoś.
Nie dajcie się zwieść ładnemu opakowaniu. Zdarza się oczywiście, że trener będzie miał perfekcyjny wygląd, będzie doskonały w układaniu diety, dobierze niesamowicie skuteczny trening do Ciebie. Ale to zdarza się bardzo rzadko. Jeśli znajdziesz trenera, który będzie miał chociaż dwie z tych trzech cech, to i tak będziesz szczęściarzem.
Znowu do Wojska

Jak wiecie kilka lat temu pracowałem z Klaudią. Naszym celem było zdanie egzaminu sprawnościowego na studia na Wydziale Wojskowo-Lekarskim UM w Łodzi. Klaudia zdała i zaczęła studia, możesz o tym przeczytać tutaj https://www.trenujecie.com.pl/kobieta-w-wojsku-dalsze-losy-klaudii/.
Oczywiście historia lubi się powtarzać i w wakacje 2016 los zetknął mnie z Kasią.
Zadzwoniła w czerwcu, gdy odpoczywałem z rodziną w Sopocie. Zostały nam niecałe 4 tygodnie pracy bo egzamin był w drugiej części lipca a zaległości Kasia miała ogromne. Nie było szans na dobre przygotowanie do każdej konkurencji. Egzamin składa się z trzech dyscyplin, biegu na 800 metrów, pompek z rękami opartymi o ławkę oraz z koperty, czyli biegu wahadłowego z nagłymi zmianami kierunku. Nie dalibyśmy rady pracować tak samo intensywnie w tych trzech dyscyplinach więc postawiliśmy na bieg i pompki. Plan był taki, że bieg miał być zaliczony lepiej niż na 5 bowiem zwalniałoby to z reszty dyscyplin. Dodatkowo Kaśka miała być nieźle przygotowana do zaliczenia pompek, gdyby początkowy plan zawiódł. Bieganie po kopercie niestety pozostawało loterią-zabrakło czasu na przygotowania. Trening polegał na 4-5 biegach w tygodniu oraz 3 sesjach siłowych. Dużo pompek, sztanga, tricepsy, brzuch i obręcz barkowa. Bieganie to sprinty oraz bieg ciągły na dystansie 8-10 kilometrów. Było ciężko. Dodatkowo pracowaliśmy nad wiarą w siebie. Motywację Kasia miała dużą, ale wątpiła czy jej się uda, bo przecież zaczęła przygotowania na ostatnią chwilę. Dwa albo trzy razy krzyczałem na Nią i raz rzuciłem butelką wody w Kasię gdy byliśmy w parku, ale…zdała egzaminy 🙂 Później spędziła miesiąc na poligonie, dokumentując z humorem ten czas. Oczywiście zdjęcia otrzymał Jej ulubiony krzyczący trener-znaczy ja.
Baton nie na żarty

Zapewne większość z Was w którymś momencie sportowego życia jadła batony kulturystyczne. Miewają różne smaki, długie terminy ważności i kosztują około 8 zł. Tymczasem udało mi się znaleźć lepszą alternatywę. Możecie samemu zrobić smaczne i proste w produkcji batony. Możecie je również kupić od sprytnego producenta 🙂 Zacznijmy jednak od tego jak je zrobić.
Przepis znalazłem na jednej ze stron z jedzeniem wegetariańskim i zrobiłem kilkanaście batonów.
80 g masła orzechowego
50 ml mleka
50 g płatków owsianych
100 g odżywki białkowej (waniliowa)
50 g suszonej żurawiny
30 g orzechów (laskowe i włoskie)
Poczęstowałem tymi batonami parę osób, które tak samo jak ja, były pozytywnie zaskoczone. Po pewnym czasie przepis uległ drobnemu ulepszeniu a produkcją batonów zajęła się Monika Jelinowska. Zrobiła próbki, zgłosiła do sanepidu i uzyskała pozwolenie na masową produkcję.
Z Moniką współpracuję od kilku lat, więc to że zaczęła produkować takie batony cieszy mnie dodatkowo.
Małpi fitness

Kilka milionów lat temu człowiek zszedł z drzewa na ziemię, a 150 lat temu poszedł na siłownię. Od kilku lat znowu wraca na drzewa-na szczęście.
Trening funkcjonalny powstał bardzo niedawno. Może dekadę temu. Jego założenia brzmią mniej więcej tak: najzdrowsza forma treningu naśladuje naturalne ruchy człowieka. Ja jakoś średnio mogłem załapać jakie to są naturalne ruchy. Dla mnie trening funkcjonalny promowany na kursach, wcale nie był taki naturalny jakby się mogło wydawać. Bardziej przypominał złagodzoną, cukierkową wersje treningu fitnessowo-siłowego niż coś faktycznie mającego związek z naturalnymi ruchami człowieka. Miałem z tym mały problem bo nie lubię rzeczy, które są dla mnie niejasne.
Na szczęście kilka lat temu natknąłem się na trening stworzony przez Erwana Le Corre. Trening zawiera w sobie elementy kalisteniki oraz Metody Naturalnej czyli Methode Naturelle autorstwa francuskiego podróżnika Georgesa Heberta. Zanim zobaczycie jak wygląda trening Erwana warto przyjrzeć się pracy Francuza. System Heberta powstał około roku 1910 w reakcji na katastrofę związaną z wybuchem wulkanu na Martynice. Hebert będący świadkiem zdarzenia, zastanawiał się później, dlaczego wiele osób, które zginęły, nie próbowało uciekać ani nawet w żaden inny sposób ratować się, pomimo że mogły. Stwierdził, że ludzie tracą naturalny instynkt ponieważ żyją w wysoce ucywilizowanych społecznościach. Postanowił stworzyć zestaw ćwiczeń mający na celu przywrócić człowieka naturze, a naturę człowiekowi. Inspiracją do tego zadania były jego własne dzieci. Hebert wykoncypował, że bawiące się dzieci odgrywają często scenariusze katastrof i bawią się adekwatnie do nich. Zauważył, że z reguły realizują trzy scenariusze:
pościg : chodzenie, bieganie, czołganie się
ucieczka : wspinanie się, zachowywanie równowagi, skakanie, pływanie
atak : rzucanie, podnoszenie, walczenie
Gdy to podsumował, znalazł ekipę do testowania swoich założeń. Idealnie nadawali się do tego żołnierze. Hebert nawiązał współpracę z marynarką wojenną Francji. Dzięki rządowym pieniądzom zbudował plac zabaw służący do treningu. Obszar ten obfitował w wieże do wspinaczki, sadzawki, tyczki, głazy, kłody , mury, itp. Rozpoczęły się treningi. A raczej rozgrywki, ponieważ sam autor systemu ćwiczeń nigdy nie używał słowa trening.
W 1913 roku odbył się sprawdzian rekrutów. Podczas Międzynarodowego Kongresu Wychowania Fizycznego wyniki testów siły, szybkości, zręczności i wytrzymałości,wskazywały, że trzystu pięćdziesięciu rekrutów osiągnęło wyniki na poziomie światowej klasy dziesięcioboistów. Program był fenomenalny. Ale zaczęła się wojna…
Program praktycznie przestał istnieć do czasu gdy książkę Heberta przeczytał Erwan Le Corre około roku 2000. Przeczytał i pomyślał, że to o to właśnie chodzi w jego własnym treningu. Następnie odwiedził odtworzony w Reims, plac zabaw z 1910 roku. To i jeszcze kilka spotkań z synem Heberta, studiowanie zapisków oraz wchłanianie filozofii stojącej za Methode Naturelle pozwoliło ją wskrzesić. Dzisiaj Erwan Le Corre mieszka w Brazylii i firmuje swoim nazwiskiem metodę MovNat. Organizuje seminaria i udziela się w środowisku paleo sportowców. Film obrazuje, to na czym zasadza się metoda. Dla mnie jest tak jakoś bardziej naturalna niż tak zwany trening funkcjonalny.
Warto na koniec zacytować słowa Georga Heberta ” O ciężarowcu albo zapaśniku nie umiejącym biegać ani wspinać się, a także o biegaczu lub bokserze, który nie potrafi pływać ani wspinać się, nie można powiedzieć, że jest silny w pełnym tego słowa znaczeniu. ”
cytat z „Urodzeni bohaterowie” Christopher McDougal 2015
Priorytety

[vc_row][vc_column][eltdf_section_title title_tag=”h2″ title=”Priorytety”][vc_empty_space][vc_text_separator title=””][vc_empty_space][/vc_column][/vc_row][vc_row][vc_column][vc_column_text]
Doceniamy wartość silnego i sprawnego ciała.Zostaliśmy trenerami personalnymi, po to, aby kultywować zdrowy wygląd. Wierzymy, że zdrowe ciało, to zdrowy duch i bardzo zależy nam żebyście byli zadowoleni ze swojego wyglądu.
–chcemy abyś potrafił się dobrze odżywiać, po to aby Twoje ciało funkcjonowało na właściwym poziomie.Dobre jedzenie, to początek wszystkiego. Nie ma nic lepszego niż dostarczanie odpowiednich składników w odpowiednim czasie w celu redukcji wagi. Prawidłowa dieta jest niezbędna do zgrabnego ciała i zdrowia, dlatego otrzymujesz od nas całkowite wsparcie w dziedzinie odżywiania.
Każda tkanka Twojego organizmu potrzebuje wody. Bez wody nie ma życia, dlatego NASA szuka wody w kosmosie, jeśli poszukuje życia. Nie jesteśmy tak dużą organizacją jak NASA, ale i tak uporczywie szukamy wody w Twoim życiu. Dobre nawodnienie, to nie tylko zdrowie. To również młodzieńczy wygląd.
Doceniamy dobre relacje. Nasza praca, to bliski związek z klientem. Robimy wszystko abyś czuł się przy nas dobrze. Trening sam w sobie jest ciężki. Trener musi być osobą, która dodatkowo wspiera Cię podczas ćwiczeń, dlatego stawiamy na zaufanie pomiędzy klientem a instruktorem.
[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row]
Trenuje kulturystykę by być kaleką

Przypomnij sobie jakiegoś kulturystę. Prawdziwego kulturystę. Przywołaj w wyobraźni jego obraz. Kogo widzisz? Ja widzę kalekę. Widzę wielkiego faceta, który robi wszystko, aby być jeszcze większy. Napawa się swoim rozmiarem. Wielkie ręce, wielkie uda. A wewnątrz słabość. Małość.
Dzisiejszy kulturysta stroni od wysiłku. Dużo odpoczywa, jeszcze więcej przeżuwa. Niewiele trenuje. Stara się bardzo, aby się nie przetrenować. Aby wszystko było poukładane i zaplanowane.
I po co to wszystko? Aby być DUUUŻYM. A po co mu to? Bo jest mały. W środku jest mały, więc na zewnątrz musi być duży.
Jesteś duży i leniwy, to zajmij się pakowaniem. Zapomnisz jak się biega. Zapomnisz jak się skacze. Pływanie będzie trudne. Za to wyciśniesz 150, a w rączce będzie 47. Uda urosną Ci do takich rozmiarów, że latem będziesz miał odparzenia w kroku od wzajemnego pocierania nóżki o nóżkę. To dobra droga. Może nawet najlepsza. Aby być kaleką.
Kiedyś było inaczej. Znowu jestem zwykłym przeżuwaczem historii. Kilkadziesiąt lat wstecz, kulturystyka była domeną słabych i małych. Ci którzy byli obijani, którzy byli ofiarami losu, dźwigali żelastwo. Podnosili i marzyli. Później znowu marzyli i podnosili. Raz za razem. Marzyli o dużych i silnych mięśniach. Marzyli o zgrabnych sylwetkach. Chcieli aby ich ciała opowiadały historię tego jak trenowali i ile kilogramów podnieśli. Liczyła się proporcjonalna sylwetka i sprawność. Oprócz dźwigania ciężarów, biegali, pływali, skakali i pracowali. Zawsze wykonywali ćwiczenia gimnastyczne. Podnosili ciężar własnego ciała.
Jedli nie za dużo, bo jedzenia było mniej. Wypoczynku też nie było w nadmiarze, bo pracy było dużo. Szczególnie tej fizycznej. Tacy byli kiedyś kulturyści. Sprawni i proporcjonalni. Silni i zdrowi. Później nadeszły czasy Arnolda. Austriak był pierwszym kulturystą, który rozbudził wyobraźnię o „kupie mięsa”. On jednak był szlachetną „kupą mięsa”. Jego treningi były długie i ciężkie. O różnych zakresach powtórzeń. Ciało wyglądało jak odlane z brązu. Później zaatakowali jego następcy. Coraz więksi i więksi. Coraz bardziej okaleczeni. Do granic możliwości.
Poskładaj to wszystko w jedną całość. Stan sprzed kilkudziesięciu lat, to kulturyści mniejsi, sprawniejsi i silniejsi. Stan obecny, to ogromni faceci, którzy dużo jedzą, dużo śpią i mało trenują. Kulturystyka wczorajsza budowała umięśnione i sprawne ciała. Kulturystyka dzisiejsza buduje ogromne mięśnie. Znajdź dzisiejszego kulturystę, który robi pompki. Jeśli go znajdziesz, uściśnij dłoń bo będzie wyjątkiem. Reszta to kaleki.
Trenuj i żyj odpowiedzialnie.
Squatty potty

Wiem, że rzecz może wydawać się mało istotna ale na pewno tak nie jest. Jeśli jesteś szczęśliwcem, który codziennie w kilka minut załatwia intymną sprawę siadając na toalecie, to masz fart. Jeśli sprawy nie układają się tak cudownie, to z pewnością ten tekst bardziej Cię zainteresuje.
Wypróżnianie się jest tematem super intymnym i z reguły gruntownie przemilczanym. W dietach wszyscy rozmawiają o tym co się wkłada do buzi, ale nikt nie dyskutuje o tym co wypada z pupy. W kulturze zachodniej od prawie stu lat nie zajmujemy się jakością wypróżniania. Około 150 lat temu zachodnia kultura pasjonowała się wypróżnianiem i okrężnicą bardziej niż ustami i jedzeniem. W USA królował wtedy John Harvey Kellogg (ten od słynnych płatków nazywanych kelloggsami) i jego sanatorium otyłości, w Austrii Sigmunt Freud opisywał fazę analną w rozwoju dziecka a w Niemczech ksiądz Sebastian Kneipp aplikował lewatywę na lewo i prawo. Sto lat temu tyłek był w centrum uwagi !!! Później nastały czasy analnego mroku aż do niedawna.
Kilka dni temu patrzę sobie na fb a mój kolega wrzuca taką oto reklamę.
Obejrzałem, pomyślałem a później spróbowałem. Genialne. Można praktykować w oryginale lub skorzystać z wersji nieco uboższej czyli dowolnego podwyższenia. Idea mówiąca, że czynność uwidoczniona na filmie będzie przebiegała lepiej gdy nasza pozycja będzie bardziej kuczna, jest jak najbardziej logiczna. Kucaliśmy tysiące lat i na pewno bliżej nam do kucania niż do siadania. Trochę informacji w języku polskim na temat kucania podczas intymnej czynności znajdziecie na stronie www.kucaj.pl
Pomysł na produkt jest genialny, uzasadnienie jeszcze lepsze. Wszystko razem tak proste, że nie dziwi, że tak późno zauważone przez „mędrców” od zdrowego układu wydalniczego.
Polecam